21 sty 2017

Ogrodowe DIY: Testuję zdolność kiełkowania nasion przed sezonem.

Przed wyrzuceniem opakowań z nasionami z poprzednich sezonów, sprawdź ich żywotność. Nie sugeruj się datą ważności podaną na opakowaniu, ponieważ właściwie przechowywane nasiona potrafią być zdolne do kiełkowania o wiele dłużej. Wykonując test żywotności nasion możesz wyłonić z nich te, które nadal są dobre. Test pozwoli Ci zaoszczędzić pieniądze, które wydałabyś na nowe opakowania nasion warzyw, ziół i kwiatów jednorocznych. Dodatkowo, dzięki wstępnemu sprawdzeniu kondycji nasion będziesz pewna, że Twoje nasiona na pewno wzejdą. Dzięki testowi określisz również takie nasiona, które nie nadają się już do wysiewu. Unikniesz w ten sposób rozczarowania, które miałoby miejsce, gdyby nasiona te znalazły się w glebie na Twojej grządce. Dzięki testowi będziesz mogła również zaplanować tegoroczną listę zakupów nasion.


Na długo przed rozpoczęciem sezonu ogrodowego, moje myśli krążą wokół pierwszych, wiosennych wysiewów. Nie mogąc doczekać się chwili kiedy pierwsze ziarenka papryki czy pomidorów wylądują w ziemi, biorę się za planowanie tegorocznych upraw. Sięgam wówczas po pudełko z wypełnionymi nasionami saszetkami. Jednych z nich nie zdołałam zużyć w poprzednich latach, inne pobrałam jesienią z uprawianych przeze mnie roślin. Wszystkie mimo, że starannie podpisane i oznaczone datą zebrania lub paczkowania, stanowią dla mnie wielką niewiadomą. Nie mam pewności, czy po zasiewie wykiełkują w 100 czy w 50 procentach, a może wcale. Aby uniknąć rozczarowania najlepiej byłoby pójść do sklepu i kupić nowe paczki z nasionami. Ja, wolę sprawdzić zdolność kiełkowania nasion, które już posiadam.

MATERIAŁY POTRZEBNE DO WYKONANIA TESTU ŻYWOTNOŚCI NASION:

ręcznik papierowy
woda utleniona
woda przefiltrowana
spryskiwacz
nasiona warzyw, ziół lub kwiatów
szczelne opakowania (woreczki strunowe, pojemniki na żywność)
taśma papierowa lub plaster w rolce
cienkopis


INSTRUKCJA WYKONANIA W PIĘCIU KROKACH

KROK 1. Przygotuj mały pojemnik na żywność (ewentualnie woreczki strunowe) w takiej ilości, w jakiej zamierzasz testować poszczególne nasiona warzyw, ziół czy kwiatów. Każdy z nich opisz nazwą rośliny i datą.




KROK 2. Do jednego z pojemników włóż złożony ręcznik papierowy i zwilż jedną jego część, najlepiej za pomocą spryskiwacza, mieszaniną przefiltrowanej wody i wody utlenionej - 1 łyżeczka wody utlenionej na 220ml wody. Nadtlenek wodoru zahamuje rozwój pleśni. Ręcznik powinien być wilgotny, ale nie mokry. 






KROK 3. Na ręczniku rozłóż 10 nasion i przykryj je drugą połową ręcznika. Zamknij pojemnik, a następnie umieść go w ciepłym miejscu, z dala od bezpośredniego wpływu światła słonecznego, np. na górnej szafce kuchennej.




KROK 4. Po 7 dniach sprawdź ile nasion wykiełkowało. Jeśli żadne, sprawdź za kolejne 7 dni. Po 14 dniach wszystkie rodzaje nasion powinny już wykiełkować, jednak niektóre mogą potrzebować aż 21 dni. Jeśli będziesz utrzymywać pojemnik szczelnie zamknięty, nie ma potrzeby dodawać w tym czasie większej ilości wody.





KROK 5. Policz nasiona które wykiełkowały. Dodaj zero, a wtedy otrzymasz procentową żywotność nasion. Jeśli nasiona wykiełkowały w co najmniej 50%, znaczy to, że możesz ich bezpiecznie użyć również w tym sezonie. Jeśli zdolność kiełkowania wyniosła między 30-50%, wówczas możesz zdecydować się na gęstsze wysianie nasion na grządkach albo na wcześniejsze wysianie nasion w doniczkach i po wschodzie przepikowanie ich do warzywnika. Jeżeli wzeszły zaledwie 1-2 nasiona (albo wcale), znaczy to, że nasiona nie nadają się do wysiewu.

Jak długo kiełkują i jaki minimalny procent kiełkowania powinny wykazywać niektóre warzywa przy optymalnej temperaturze i wilgotności powietrza?

boćwina - 4 dni - 65%
buraki - 4 dni - 65%
dynia - 4 dni - 75%
fasola tyczna - 6 dni - 70%
fasolka szparagowa - 7 dni - 75%
groch - 6 dni - 80%
kukurydza - 3 dni - 75%
marchew - 6 dni - 55%
ogórek - 3 dni - 80%
papryka - 4 dni - 55%
pietruszka - 13 dni - 60%
pomidor - 6 dni - 75%
rzepa - 3 dni - 80%
rzodkiewka - 4 dni - 75%
sałata - 3 dni - 80%
szpinak - 5 dni - 60%

Test zdolności kiełkowania nasion możesz wykonać nie tylko w stosunku do nasion starych, ale również nowo zakupionych. Metoda ta sprawdzi się szczególnie w przypadku nasion ogórka, dyni, fasoli, grochu i pomidorów.

Do wykonania testu zdolności kiełkowania wykorzystałam zeszłoroczne nasiona pomidora "Bawole Serce", papryki "Zorza", malwy czarnej, dziewanny, a także sałaty masłowej, której data ważności upłynęła w zeszłym roku.

Za kilka dni opublikuję efekty mojego testu. Jeśli nie chcesz przegapić tego momentu, dołącz do fanów mojego bloga na Facebooku lub śledź postępy eksperymentu na Instagramie (#blogogrod)

Może zainteresuje Cię również mój wcześniejszy wpis o tym jak wyhodować własną jabłoń z nasionka?

10 sty 2017

Domowe DIY: Cotton balls - największe błędy domowej produkcji i jak ich uniknąć.

Cotton Ball Lights - bawełniane kulki podświetlane ledowymi lampkami, za którymi szaleją wszyscy domorośli rękodzielnicy. W prawdzie w ostatnim czasie, ich substytuty można kupić za parę groszy w pierwszym lepszym supermarkecie. Jednak w porównaniu do oryginałów, wyglądają one jak biedniejsze siostry. O wiele lepszy efekt można uzyskać wykonując Cotton Balls samodzielnie. Jak to zrobić? 

Instrukcję wykonania bez problemu znajdziesz na co drugim blogu poświęconemu tematyce "zrób to sam". Materiały potrzebne do ich wykonania, również są łatwo dostępne. Jednak, każdy kto chociaż raz wykonał własnoręcznie kultowe Cotton Balls'y wie, że sprawa nie jest taka prosta, jak się na początku wydaje, a nie znając kilku kluczowych zasad, których często próżno szukać w internetowych poradnikach, skazana będziesz na uczenie się na własnych błędach, zaś efekt końcowy Twojej pracy, może znacznie odbiegać od zamierzonego. Nie biegnij jednak od razu do supermarketu, po gotowy komplet oświetleniowy, ale przeczytaj kilka wskazówek jak profesjonalnie wykonać własne, podświetlane, bawełniane kulki.

Jak zrobić Cotton Balls
gotowe Cotton Ball Lights


1. MATERIAŁY POTRZEBNE DO WYKONANIA COTTON BALLS

# NICI

Do wykonania Cotton Ball Lights potrzebować będziesz przede wszystkim odpowiednich nici. Sama początkowo planowałam wykorzystanie do tego celu włóczkę, której mam na pęczki. Przekonałam się jednak, że końcowy efekt jej użycia, nie jest taki, jakiego bym oczekiwała. Wynika to z faktu, że włóczka jest stosunkowo puszysta, a po namoczeniu jej w kleju, jej odstające na wszystkie strony włókna, stają się posklejane i wyglądają dosyć niechlujnie. Wiele poradników, jako świetny materiał na Cotton Balls'y poleca mulinę. Rekomendowana ilość to 1,5 sztuki na jedną kulkę, czyli ok. 12m na sztukę. Jest to dobre rozwiązanie. Ja zdecydowałam się jednak na tańszą opcję w postaci marceryzowanego kordonka. Nigdzie nie znalazłam jednak informacji jak dużo będę go potrzebowała. Według teorii należy nawijać tyle nitki, aż osiągnie się zadowalające efekty. W praktyce jest to mało ergonomiczne i ekonomiczne rozwiązanie, o czym przekonasz się czytając punkt o technice wykonania kulek. Poza tym musisz przecież wiedzieć, ile nici masz kupić, prawda? Biorąc pod uwagę, że kordonek jest cieńszy niż mulina oszacowałam, że na jedną kulkę zużyję ok. 20m nici. W praktyce okazało się, że jest to zbyt mała ilość. W konsekwencji na 1 kulkę zużyłam 30 metrów kordonka. Zatem na 12 kul w trzech kolorach, potrzebowałam 120m kordonka x 3 kolory.


skandynawskie inspiracje


# BALONY

Do wykonania idealnie okrągłych, bawełnianych kulek potrzebujesz formy, wokół której owiniesz kolorowe nici. To zadanie świetnie spełnią gumowe balony. Nie mogą to być jednak zwyczajne balony, dostępne w pierwszym, lepszym kiosku. Muszą to być balony na wodę. Kiedy zamawiałam je przez Internet, cieszyłam się, że za kwotę niższą niż 10zł udało mi się kupić aż 100 sztuk. Jakież było moje zdziwienie, kiedy otworzyłam przesyłkę i zobaczyłam jakie są malusieńkie. Ale właśnie takie mają być. Nie sugeruj się tym, że balonów jest aż tyle. Niektóre z nich okażą się dziurawe,  inne pękną w chwili nadmuchiwania. Zapas na pewno Ci się przyda.

# KLEJ

Do wykonania kolorowych, świetlnych kul niezbędny jest również klej, który po pierwsze przytwierdzi jedne nitki do drugich, a po drugie usztywni całą konstrukcję. Nie może to być jednak zwykły klej. Jego podstawową właściwością powinna być jego transparentność po wyschnięciu. Do tego celu świetnie nadają się trzy rodzaje klejów. Wybierz z nich ten, który najbardziej Ci odpowiada, albo który akurat masz w domu. Pierwszym z nich jest Wikol, łatwy do kupienia w każdym sklepie budowlanym i to w różnych pojemnościach. Na 12 kul spokojnie powinno wystarczyć Ci opakowanie 200ml. Do produkcji kul, Wikol należy rozcieńczyć w proporcji 1:1 z wodą. Drugą propozycją jest klej do tapet, którego konsystencja również nie powinna być zbyt gęsta. Nie próbowałam tego sposobu, więc najoptymalniejszą gęstość kleju musisz określić samodzielnie. Trzecią opcją jest klej introligatorski - klej Magic. Dostaniesz go w każdym sklepie papierniczym. Finansowo jest to jednak najdroższa opcja. Klej Magic należy rozcieńczyć w proporcji 1:1 z wodą. Osobiście do 12 sztuk Cotton Balls zużyłam 3 tubki kleju Magic i trochę Wikolu.

#ŁAŃCUCH ŚWIETLNY LED

Jeśli chodzi o lampki to po pierwsze musi to być oświetlenie LED, które nie nagrzewa się tak bardzo jak zwykłe żarówki. Nie powinnaś mieć problemu z ich znalezieniem. Zdecyduj jedynie czy wolisz oświetlenie o temperaturze światła ciepłej czy zimnej. Po drugie, musisz zwrócić uwagę na kolor kabla do którego przymocowane są lampki. Nie może być on ani czarny, ani zielony, ale biały. Większość rękodzielników sięga w tym celu po, składający się z 12 diod LED, świetlny łańcuch SARDAL z IKEI. Możesz go nabyć na wielu aukcjach internetowych. Początkowo planowałam tak zrobić, jednak przed Świętami w Lidlu, udało mi się kupić podobne oświetlenie, składające się z 20 diod LED. Ponieważ postanowiłam wykonać dekorację składającą się z 12 kul, do większości z nich, po prostu włożyłam po dwie diody.

# PRZYDATNE PRZYBORY

Przed przystąpieniem do produkcji własnych Cotton Balls, zaopatrz się w kilka dodatkowych elementów. Po pierwsze zainwestuj w folię malarską, która zabezpieczy stół, podłogę i Twoje ubranie przed zachlapaniem klejem. Uwierz mi, klej chlapie na wszystkie strony. Do tego dokup 2-3 pary gumowych rękawiczek. Z domowych rekwizytów skompletuj kubek do odmierzania średnicy balonów, miseczkę w której rozrobisz klej, pędzelek do dodatkowego nasączania nitek, miarkę krawiecką do odmierzenia nici, nożyczki do cięcia kordonka, pustą butelkę na którą nałożysz kłębek nici nasączony klejem, metalową kratkę na nóżkach (np. z wyposażenia mikrofalówki) i klamerki do powieszenia kulek. Jeżeli masz taką możliwość, do wykonania świetlnych kul zaproś drugą osobę, a nawet trzecią jeśli planujesz dodatkowo robić zdjęcia kolejnych etapów pracy. To naprawdę ułatwia cały proces wytwórczy.

Podsumowując, do wykonania 12 kul Cotton Ball Lights potrzebować będziesz:

kordonek marceryzowany - 120m x 3 kolory
łańcuch świetlny LED
balony na wodę - 12 szt. + zapas
klej Wikol - 200ml

dodatkowo:
kubek lub szklanka
folia malarska
rękawiczki gumowe
miarka krawiecka
nożyczki
miseczka
pędzelek
pusta butelka
kratka na nóżkach
klamerki
szydełko lub spinkę do włosów


2. TECHNIKA WYKONANIA COTTON BALLS

KROK 1. Cięcie nici

Do wykonanie jednej, bawełnianej kuli potrzebujesz 30 metrów kordonka. Wielu blogerów DIY rezygnuje z cięcia motka na mniejsze części i poleca włożenie do kleju całej szpulki. Jest to wygodne rozwiązanie, ponieważ w ten sposób nici się nie plączą i stosunkowo łatwo się rozwijają. Rozwiązanie to nie wchodziło w grę w moim wypadku, ponieważ kupione przeze mnie kordonki miały po 280m długości, co wystarczyłoby mi na wykonanie 9 kul z każdego z nich. To znacznie za dużo, dlatego postanowiłam poodwijać z motka 30-metrowe odcinki, które następnie nawijałam na dłoń i związywałam sznurkiem. Jeszcze lepszym rozwiązaniem okazało się odcinanie 15-metrowych odcinków i zużywanie na każdą z kul dwóch z nich. Nici znacznie mniej się wówczas plątały. Jeśli chodzi o technikę cięcia nici, to polecam Wam mój patent, którego nauczyłam się pracując w firmie rękodzielniczej, aby szpulkę z nićmi nabić na zacisk stolarski. Szpulka będzie się ładnie na nim kręciła. Odpowiednie odcinki nici odmierzałam przy pomocy przyklejonej do stołu miary krawieckiej.

Bawełniane kule DIY

KROK 2. Nadmuchanie balonów

Balony na wodę możesz nadmuchać w tradycyjny sposób, wykorzystując do tego celu własne płuca. Jeśli jednak dysponujesz pompką do nadmuchiwania balonów, polecam Ci to rozwiązanie. Nie ważne jaką metodę wybierzesz, kluczowym problemem całego procesu jest otrzymanie w jego wyniku jednakowej wielkości balonowych kulek. Świetnie w tym celu sprawdza się miarka w postaci kubka o wybranej średnicy. Każdy z balonów nadmuchaj nieco bardziej niż potrzebujesz, następnie przyłóż go do otworu kubka i spuszczaj powietrze z balonu, do momentu uzyskania pożądanej jego średnicy. Następnie zawiąż go bardzo dokładnie. Z jednego z moich balonów, w czasie schnięcia nawiniętych na niego nici, zeszło powietrze, czego efektem była powgniatana ze wszystkich stron kula. Nie udało się jej uratować ;( Zawczasu pomyśl o takiej sytuacji i wykonaj 1-2 dodatkowe kule.

cotton balls IKEA

KROK 3. Namoczenie nici w kleju

Pora na przygotowanie stanowiska, czyli dokładne zabezpieczenie stołu i podłogi za pomocą folii malarskiej, założenie gumowych rękawiczek i zgromadzenie wszystkich niezbędnych materiałów i przyborów w jednym miejscu. Gdy włożysz już ręce do kleju, ciężko będzie Ci odejść od stanowiska. Następnie do miseczki wyciśnij ok. 50g kleju (w moim wypadku całe opakowanie kleju Magic), a następnie rozcieńcz go mniej więcej w proporcji 1:1 z wodą. Kolejne partie kleju będziesz przygotowywać w miarę ubywania go w miseczce. Do mikstury wrzuć jeden, odmierzony motek kordonka lub muliny i wygniataj go do momentu, aż cały nasączony będzie klejem. Teraz nałóż go na szyjkę od butelki z której łatwiej będzie Ci odwijać potrzebne odcinki nici.

cotton balls biedronka

KROK 4. Początkowe nawijania nici

Na początku nawijaj nici tak, by spłaszczyć nieco, nie do końca kształtnego balona. W tym celu owiń balona kilkukrotnie, w pewnych odstępach, od jego nasady do zakończenia, tak jak pokazałam Ci na poniższym zdjęciu. Nie ściskaj go jednak zbyt mocno, bo wyjdzie Ci elipsoida obrotowa, a nie kula.

cotton ball lights inspiracje


KROK 5 Technika owijanie balona

Kolejne nici przyklejaj pod różnymi kątami, tak by stopniowo zapełniać luki. Najładniejszy efekt daje nawijanie 3-5 nitek równolegle do siebie, a następnie zmiana kierunku i znów przyklejenie 3-5 nitek równolegle do siebie. Przyjrzyj się poniższemu zdjęciu, a zrozumiesz co mam na myśli.

kule dekoracyjne cotton lights


KROK 5. Dodatkowe nasączenie kordonka klejem

Gdy skończysz nawijanie kordonka na balon, możesz go dla pewności dodatkowo nasączyć klejem.

cotton balls pinterest


KROK 6. Odstawienie Cotton Balls'ów do wyschnięcia

Tak przygotowane Cotton Balls'y odstaw do całkowitego wyschnięcia. W tym celu przymocuj je za pomocą klamerek np. do metalowej kratki na nóżkach (np. takiej do odstawiania gorących garnków). Pod konstrukcję połóż tackę lub rozłóż stare gazety, aby nadmiar kleju mógł na nie ściekać.

pomysły na cotton balls

KROK 7. Wyjęcie balona ze środka

Aby wyjąć balon ze środka kuli posłuż się np. spinką do włosów lub szydełkiem. Przebij balona, a następnie sukcesywnie oddzielaj gumę od nici, delikatnie odpychając je od siebie. Staraj się to robić w taki sposób, aby ogonek balonu nie wpadł Ci do środka. Posłuży Ci on do wyciągnięcia zbędnej na tym etapie, balonowej konstrukcji Cotton Balls'a.

cotton balls krok po kroku

KROK 8. Zamontowanie oświetlenia

Ostatnim krokiem pracy nad Cotton Ball Lights, jest montaż oświetlenia. Ułóż kule w takiej konfiguracji w jakiej chcesz, aby znajdowały się na świetlnym łańcuchu. Do każdej kuli włóż jedną lub dwie diody LED. Cotton Ball Lights gotowe!

Zrób to sam cotton ball lights

Podoba Ci się mój dzisiejszy wpis? Zapewniam Cię, że to nie koniec moich, przetestowanych na własnej skórze, opatrzonych dokładnymi opisami, pomysłów na domowe DIY. Bądź na bieżąco i dołącz do mojego fanpage'a na Facebooku.

20 gru 2016

Świąteczne DIY: Papierowa gwiazda origami.

W dzisiejszym wpisie ilustrowanym dokładnymi zdjęciami, dowiesz się jak w kilku prostych krokach wykonać własną, papierową gwiazdę inspirowaną origami, która sprawdzi się jako świąteczna dekoracja zarówno tradycyjnego, jak i nowoczesnego wnętrza.

Jedną z moich ulubionych, przedświątecznych czynności jest dekorowanie domu na Święta. Nie wyobrażam sobie bożonarodzeniowej atmosfery bez kolorowych bombek, szeleszczących łańcuchów, czy migoczących lampek? Szczególnym sentymentem darzę ozdoby, które co roku wykonuję własnoręcznie, wspólnie z rodziną. Jedne pozostają z nami przez wiele kolejnych lat. Uwielbiam moment, kiedy na dnie kartonu ze świątecznymi dekoracjami odnajdujemy przygotowane w poprzednich latach elementy. Inne, takie jak lukrowane pierniczki czy makaronowe łańcuchy dekorują nasze mieszkanie tylko przez jedne, jedyne święta. Ale na tym właśnie polega ich urok. Do nich zaliczyć mogę ozdoby z papieru. Tanie, szybkie w wykonaniu i pozwalające miło spędzić czas z bliskimi w ten szczególny czas, świątecznych przygotowań.

papierowa gwiazda do nowoczesnego wnętrza

Do przygotowania papierowej gwiazdy inspirowanej origami potrzebować będziesz:

7 kartek papieru formatu A4
nożyczek
dziurkacza
sznurka

INSTRUKCJA WYKONANIA

KROK I
Papierową kartkę formatu A4 złóż, a następnie przetnij w taki sposób by w efekcie otrzymać kwadrat.

origami instrukcja wykonania gwiazdy

KROK II
Jedną z krawędzi kwadratu zegnij tak by stykała się z przekątną kwadratu. W ten sam sposób postąp z kolejną krawędzią. Pozostałe dwie krawędzie również zegnij do środka.

instrukcja wykonania gwiazdy betlejemskiej

KROK III
Pierwszy z otrzymanych rogów równoległoboku zegnij w sposób pokazany na zdjęciu poniżej, po czym ponownie go rozprostuj.

gwiazda z papieru galeria

KROK IV
Tan sam róg wywiń w drugą stronę, a następnie figurę złóż wzdłuż najdłuższej przekątnej. Otrzymasz wówczas jeden z promieni gwiazdy, składający się z dwóch części - jednej właściwej i jednej technicznej. W podobny sposób wykonaj sześć pozostałych elementów. 

szablon gwiazdy z papieru

KROK V
Wsuń krótszy wierzchołek jednego elementu w dłuższy wierzchołek drugiego. W ten sam sposób postąp z pozostałymi promieniami. Gwiazda zacznie nabierać właściwych kształtów.

piękna gwiazda do samodzielnego złożenia

KROK VI
Najtrudniejszym momentem jest połączenie pierwszego i ostatniego elementu gwiazdy. W tym celu łatwiej jest rozłożyć jeden wierzchołek, włożyć w niego drugi, a następnie zagiąć zakładki.

łatwa i szybka gwiazda z papieru

KROK VII
Gwiazda betlejemska gotowa. Pozostało jedynie wykonanie otworu w jednym z promieni i przeciągnięcie przez niego sznurka, dzięki któremu dekorację będziesz mogła powiesić w dowolnym miejscu.

jak zrobić świąteczną ozdobę z papieru

Spodobał Ci się dzisiejszy tutorial? Zobacz również jak wykonać gwiazdę inspirowaną świątecznymi ozdobami IKEA, którą przygotowywałam w ubiegłym roku.

15 gru 2016

Świąteczne DIY: Domowy ekstrakt waniliowy

Do wykonania domowej roboty ekstraktu waniliowego, potrzebujesz jedynie dwóch składników - lasek wanilii i alkoholu. Tylko tyle by na zawsze zapomnieć o sztucznym aromacie wanili(n)owym. Spróbuj sama!

Święta Bożego Narodzenia tuż tuż. Najwyższy czas pomyśleć o świątecznych dekoracjach, o prezentach dla najbliższych, o domowych wypiekach... Nie sposób zdążyć ze wszystkim. Bogata w zapasy lasek wanilii jeszcze z okresu Wielkanocy, wpadłam na pomysł, aby przygotować z nich naturalny dodatek do ciast i deserów, przydatny w każdej kuchni. Aby zrealizować swój pomysł musiałam dokupić jedynie alkohol i odpowiednie butelki. Zgodnie z niepisaną tradycją obowiązującą w naszym domu, według której bożonarodzeniowe prezenty przygotowujemy dla siebie własnoręcznie, obdaruję nim w te Święta moją rodzinę i przyjaciół. Wprawdzie efekt końcowy będzie widoczny dopiero za miesiąc, czy dwa, ale nie mogłam pozbawić najbliższych przyjemności doglądania dojrzewającego ekstraktu, obserwowania jak zaczyna nabierać ciemnej barwy i intensywnego, waniliowego zapachu. W każdym razie mam nadzieję, że takie wytłumaczenie nie do końca gotowego prezentu, ujdzie mi na sucho :)

Naturalny ekstrakt z wanilii
ekstrakt waniliowy

KTÓRY ALKOHOL WYBRAĆ?

Wybór alkoholu potrzebnego do wykonania ekstraktu waniliowego jest naprawdę szeroki. Począwszy od najbardziej neutralnej w smaku wódki, aż po ciężką brandy. Jeśli zależy Ci na słodkim posmaku Twojego ekstraktu, użyj ciemnego rumu. Głębszy aromat uzyskasz dzięki burbonowi. Wersją dla oszczędnych jest wymieszanie wódki i spirytusu w proporcji 1:1. Decyzja należy do Ciebie. Ja zdecydowałam się na wódkę, chociaż w późniejszym czasie próbuję poeksperymentować jeszcze z rumem.

JAKA WANILIA BĘDZIE NAJLEPSZA?

Kluczowym składnikiem ekstraktu waniliowego, jak sama nazwa wskazuje, jest wanilia. Na rynku dostępne są laski wanilii lepszej klasy A i gorszej klasy B. Moim zdaniem, nie ma sensu wykosztowywać się na dorodniejszy surowiec, gdyż jeden i drugi spełni swoje zadanie równie dobrze. Z resztą, aby wykonać ekstrakt, nie potrzebujesz nawet całych lasek waniliowych. Z powodzeniem możesz wykorzystać same skórki, pozbawione aromatycznego miąższu. Postępuję tak często w przypadku samodzielnie przygotowywanego cukru waniliowego. Laski wanilii przekrawam na pół. Za pomocą tępej strony noża wydobywam z nich nasionka, a skórki wrzucam do cukru. Taki kuchenny recykling. Dzięki temu od lat nie kupuję już sztucznego cukru wanili(n)owego.

JAK PRZECHOWYWAĆ EKSTRAKT?

Jeśli chodzi o butelki, to udało mi się dostać takie z ciemnego szkła, dzięki czemu ekstrakt zachowa trwałość, nawet wtedy gdy zostanie wyeksponowany na kuchennej półce. Jeśli zamierzasz trzymać swój ekstrakt w ciemnym miejscu, nic nie stoi na przeszkodzie, by zdecydować się na przezroczyste butelki.

Przygotowanie ekstraktu waniliowego jest banalnie proste. 

Do wykonania jednej 250ml butelki ekstraktu, potrzebujesz:

250ml alkoholu (wódki, rumu, brandy itp.)
3-4 szt. (lub więcej) lasek wanilii
szklaną butelkę o pojemności 250ml
czasu (ok. 1-2 miesięcy)

KRÓTKA INSTRUKCJA WYKONANIA

Do szklanej butelki o pojemności 250ml włóż 3-4 przecięte na pół laski wanilii i zalej je alkoholem. Uzyskaną miksturę pozostaw na kilka tygodni, by nabrał charakterystycznej barwy i aromatu.

Próbny egzemplarz ekstraktu waniliowego wykonałam jakieś trzy tygodnie temu. Zaczyna już pachnieć waniliowo, chociaż obawiam się, że do Świąt nie zdąży jeszcze uzyskać swoich pełnych właściwości. Ekstrakty dla rodziny i przyjaciół, które przygotowałam w dniu dzisiejszym, będą dobre dopiero za miesiąc, albo dwa. Mimo to postanowiłam je ozdobić i wręczyć zainteresowanym, wraz z instrukcją dalszego postępowania. Mianowicie, gdy ekstrakt będzie gotowy możesz używać go do woli. Wraz z ubywaniem ekstraktu z butelki, staraj się sukcesywnie uzupełniać alkohol i dokładać fragmenty lasek waniliowych. Dzięki temu Twój ekstrakt zawsze będzie gotowy do użycia.

Jeśli ekstrakt waniliowy przypadł Ci do gustu, możesz poeksperymentować z innymi ekstraktami, np. cytrynowym, kawowym, pomarańczowym, czy miętowym.

22 cze 2016

Nawadnianie #6 Instrukcja podlewania pelargonii.

Nie wiesz jak podlewać swoje, balkonowe pelargonie by odwdzięczyły Ci się bujnym wzrostem i obfitym kwitnieniem? Dobrze trafiłaś. Przygotowałam dla Ciebie zbiór porad dzięki którym staniesz się ekspertem w dziedzinie nawadniania pelargonii pojemnikowych. Wystarczy, że wprowadzisz je w życie.

Pelargonie - sezonowe królowe balkonów i tarasów. Żelazne damy południowej wystawy. Jedni je uwielbiają, inni ich nie znoszą, ale jednego nie można im zarzucić. Potrafią znieść naprawdę trudne warunki pogodowe. Stosunkowo dobrze radzą sobie z palącym słońcem oraz okresowo suchym podłożem. Owszem, mogą wtedy kwitnąć mniej obficie, ale nie zwiędną tak szybko jak inne, pojemnikowe rośliny. 

Najbardziej odporne na suszę są pelargonie bluszczolistne. Pelargonie rabatowe i wielkokwiatowe radzą sobie w tym zakresie nieco gorzej. Niezależnie od gatunku, pelargonie wymagają żyznej, dobrze zdrenowanej gleby. Charakteryzują się tym, że rosną szybko rozwijając w krótkim czasie wiele kwiatów. W procesie tym zużywają dużo substancji odżywczych. Na rynku dostępnych jest wiele dedykowanych pelargoniom nawozów (tak na marginesie, te do pomidorów nadają się tak samo), ale bez dostatecznej ilości wody w podłożu, roślina nie będzie w stanie ich właściwie pobrać. Kluczem do dobrze rozwiniętych, bujnie kwitnących pelargonii jest więc właściwe nawadnianie.

Jak podlewać pelargonie w pojemnikach
pelargonie w pojemnikach
Pytacie mnie czasem, czy tak samo należy podlewać rośliny rosnące w gruncie i te rosnące w pojemnikach. Otóż zdecydowanie nie. Rośliny doniczkowe są znacznie bardziej narażone na ekspozycję na wiatr i słońce, równocześnie dysponując znacznie mniejszą ilością gleby w której rosną. Są więc o wiele bardziej wrażliwe na niedostatek wody w podłożu.  Z drugiej strony, nie można z ich nawadnianiem przesadzić.


W RAZIE PROBLEMÓW ZACZNIJ OD DIAGNOZY

Nadmierne podlewanie pelargonii może dać podobne efekty jak zbyt małe podlewanie. Pelargoniom w obu wypadkach żółkną wówczas liście, a ich kwiaty opadają. Aby przekonać się co jest przyczyną takiego stanu rzeczy, należy przyjrzeć się glebie w której rosną lub po prostu włożyć palec do ziemi. Jeżeli gleba jest sucha - czas na podlewanie. Jeżeli gleba jest wciąż wilgotna dzień lub dwa dni po podlewaniu, znaczy to, że roślina otrzymuje za dużą ilość wody. Sprawdź czy przyczyną nie jest czasem brak odprowadzenia jej nadmiaru z doniczki.

ZADBAJ O ODPOWIEDNI DRENAŻ

Pelargonie to takie wywrotowe rośliny, którym bardziej może zaszkodzić nadmiar, niż niedostatek wody. Jest to szczególnie niebezpieczne w wilgotne, pochmurne dni lub bezpośrednio po posadzeniu. Największym błędem początkujących hodowców pelargonii jest wybór nieodpowiednich doniczek, przeznaczonych do ich uprawy. Pelargonie nie mogą stać w wodzie, ponieważ w szybkim tempie doprowadzi to do gnicia ich korzeni. Należy zatem wybrać takie pojemniki, które zapewnią właściwe jej odprowadzenie. Najprostszym rozwiązaniem jest wybór doniczek, które na swoim spodzie posiadają otwory. Na dno każdej z nich warto dodatkowo wysypać warstwę keramzytu, który zapobiegnie zastojowi wody w pojemnikach.

WYBIERZ ODPOWIEDNIĄ DONICZKĘ

Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale rodzaj doniczki w której posadzisz swoje pelargonie, ma duży wpływ na stosunki wodne panujące w glebie, która się w nich znajduje. Plastikowe, ciemne pojemniki nagrzewają się szybciej, przyspieszając tym samym ewaporację i pobieranie wody z podłoża przez samą roślinę. Niedostateczne podlewanie może w takich warunkach, w krótkim czasie doprowadzić do tragedii. Wystawione na słońce gliniane pojemniki, to również nie najlepsze rozwiązanie. Nagrzana, porowata glina, szybko oddaje znajdującą się w jej wnętrzu wilgoć. Ważnym aspektem jest również wybór doniczek o właściwej pojemności. W małej doniczce gleba będzie szybko przesychać. W dużej pelargonie nie będą kwitły tak obficie, ale to już materiał na inny artykuł.

NAUCZ SIĘ WŁAŚCIWEJ TECHNIKI PODLEWANIA

Za każdym razem gdy nawadniasz swoje pelargonie, staraj się to robić do czasu, aż woda zacznie wyciekać z otworów drenażowych. Możliwe, że tym sposobem nie zjednasz sobie sympatii sąsiadów z dołu, no ale trudno. Ja też mieszkam na ostatnim piętrze ;-) Pelargonia lubi wilgotną, ale dobrze zdrenowaną glebę. Nie znosi stojącej wody. Podlej ją ponownie, gdy gleba będzie sucha. W chłodniejsze dni będziesz to robić co 2-3 dzień. Natomiast w czasie upałów może się okazać, że będziesz zmuszony podlewać swoje rośliny nawet 2 razy dziennie. 


PODLEWAJ O ODPOWIEDNIEJ PORZE

Podobnie jak w przypadku pomidorów, pelargonie staraj się podlewać rano, a nie wieczorem. Podlewając staraj się unikać polewania liści. Dobrym rozwiązaniem w tym wypadku jest instalacja specjalnego, dedykowanego na tarasy i balkony, kropelkowego systemu nawadniającego

Daj znać jakie efekty przyniosło wprowadzenie powyższych zasad w życie. A może masz własne sposoby na efektywne podlewanie balkonowych pelargonii. Podziel się nimi w komentarzach!

13 cze 2016

Podróże: Niedźwiedź w parku i mamuty za murem.

Zapraszam Was dzisiaj do parku innego niż wszystkie, do parku z prehistorycznymi zwierzętami, do geoparku "Kraina polodowcowa nad Odrą" w Moryniu, zwanego potocznie Aleją Gwiazd Plejstocenu.


Dosyć tego - pomyślałam. Nie mogę Was nieustannie zarzucać tylko i wyłącznie wiedzą praktyczną na temat oszczędnego nawadniania, tudzież uprawy pomidorów. Chciałabym nieco odejść od ogrodowej tematyki i podzielić się z Wami namiarami na ciekawe przyrodniczo, krajobrazowo i historycznie miejsca, które odwiedzić można w moim, niezbyt docenianym turystycznie (a niesłusznie!), regionie. Być może znajdziecie w nich opcję "na weekend", a jeśli nie, to może chociaż Zachodniopomorskie przestanie się Wam kojarzyć wyłącznie z nadmorskimi plażami.  

"Kraina polodowcowa nad Odrą" wygrała w 2014 roku konkurs na najlepszą przestrzeń publiczną województwa zachodniopomorskiego, a to już zobowiązuje. Niestety, trafiłam tam pierwszy raz, dopiero w tym roku. Owszem, słyszałam o moryńskich mamutach, ale powiem szczerze, że dla dwóch sztucznych zwierzaków nie chciało mi się jechać aż tak daleko. Kiedy w końcu tam dotarłam okazało się, że prehistorycznych zwierząt jest znacznie więcej i robią o wiele lepsze wrażenie niż myślałam. Geopark to w ogóle świetna opcja na wycieczkę z dziećmi, szczególnie tymi będącymi fanami "Epoki lodowcowej". Znajdą tu one naturalnych rozmiarów pierwowzory swoich prehistorycznych bohaterów.

Promenada z tropami zwierząt epoki lodowcowej
Promenada Wielkiego Raka
Dlaczego warto odwiedzić Geopark w Moryniu?
#1 wstęp jest darmowy, a teren dostępny całą dobę, 7 dni w tygodniu
#2 można tu zobaczyć modele prehistorycznych zwierząt wykonanych w skali 1:1 i z dbałością o najmniejsze szczegóły. Mają nawet miękkie w dotyku futra ;)
#3 nie są to wbrew pozorom modele przypadkowe, ale zwierzęta, które rzeczywiście żyły kiedyś na terytorium dzisiejszej Polski
#4 przy każdym modelu ustawiona jest tablica informacyjna z której możecie dowiedzieć się czegoś więcej o danym zwierzęciu. Tablice przydadzą się szczególnie w przypadku dociekliwych dzieci. Nie każdy w końcu jest znawcą epoki plejstocenu, prawda?
#5 pod każdą tablicą znajdują się odlane z brązu, naturalnej wielkości odciski łap i kopyt zwierząt przed którymi stoimy. W końcu to Aleja Gwiazd!
#6 jest to park transgraniczny, który powstał w ramach polsko-niemieckiej współpracy. Niemiecki Geopark ulokowano w "bliźniaczej" miejscowości Gross-Ziethen k. Joachimstahl. Funkcję centrum informacyjnego pełni tam budynek zabytkowego młyna parowego. W jego podziemiach zobaczyć można tunel subglacjalny.
#7 to co podoba mi się osobiście w całym tym pomyśle, jakby nie było jestem architektem krajobrazu, to otoczenie w jakim ustawiono modele zwierząt. Tło w postaci jeziora czy leśnego parku stwarza wrażenie naturalności, zaś mamuty na tle średniowiecznych murów wyglądają dosyć intrygująco i ciekawie prezentują się na zdjęciach. Zazwyczaj autorzy podobnych ekspozycji, np. parków dinozaurów, lokują swoje inwestycje na pustych działkach, a później silą się na imitację naturalności. Nerkowate oczka wodne obłożone otoczakami, altanki wypoczynkowe zamiast drzew i dziwacznie nowoczesne nasadzenia wokół eksponatów, wyglądają nienaturalnie i kiczowato. Tutaj nie ma się tego wrażenia.
#8 pod względem technicznym miejsce to jest dostępne dla osób niepełnosprawnych oraz osób z dziecięcymi wózkami, gdyż cały czas poruszamy się wygodną, brukowaną nawierzchnią. Jedynie zbliżenie się do samych modeli zwierząt może być nieco utrudnione, gdyż w większości przypadków ustawione są na zboczach, na które wchodzi się po kilku schodkach. Aleja znajduje się kilka kroków od brzegu jeziora, dlatego takie ustawienie jest w pełni uzasadnione.
#9 po odwiedzeniu Alei Gwiazd Plejstocenu warto zobaczyć również inne atrakcje Morynia i okolic, których wystarczy nie tylko na jeden dzień, ale na dłuższy pobyt w tym miejscu.

Powróćmy jednak do samego geoparku. Skąd w ogóle pomysł na jego utworzenie? Co mają mamuty do zachodniopomorskich terenów? - zapytacie. Chcąc uzyskać informacje na ten temat polecam rozpocząć swoją wizytę od odwiedzenia siedziby Geoparku w Moryniu, która mieści się w miejskim ratuszu, tuż przy rynku. Jest to również Punkt Informacji Turystycznej. Spotkacie tam bardzo miłego pana (imienia niestety nie pamiętam), który ewidentnie jest pasjonatem w swojej dziedzinie. On najlepiej opowie Wam o historii i geologicznej budowie tego terenu. Pokaże Wam również prawdziwe mamucie kości od których wszystko się zaczęło. Nie nastawiajcie się jednak na zobaczenie całego, mamuciego szkieletu, ale raczej na kilka kostek, które stanowią jedynie dowód bytowania na tym terenie tych pradawnych zwierząt. 

Przechadzkę po moryńskiej Alei Gwiazd Plejstocenu zaczniemy tuż za murami miejskimi, od obejrzenia pierwszych eksponatów, jakie stanęły w tym miejscu, czyli mamutów - Geosi i Morynka, chociaż fani "Epoki lodowcowej" i tak wołają na nie Brzoskwinka i Maniek. Po drugiej stronie Odry w Ziethen, możecie zobaczyć natomiast mamuta Georga.

Polskie mamuty włochate prezentują się następująco.

Mamuty włochate
mamuty włochate

Kierując się w stronę moryńskiej plaży, zobaczycie jelenia olbrzymiego, inaczej łosia irlandzkiego (Megaloceros giganteus). Osiągał on 2m wysokości w kłębie. I takiej samej wysokości replikę zwierzęcia, zobaczyć możecie w Geoparku. Prawdziwą ozdobę jelenia stanowiło jego 4-metrowe poroże, które ważyło prawie tyle co ja, czyli 50kg. Żył on 400-7 tysięcy lat temu, a jego szczątki znajdowano również w Polsce. 

Łoś irnandzki wymarły
jeleń olbrzymi
Odcisk kopyta łosia irlandzkiego
trop łosia irlandzkiego

Idąc dalej napotkacie dzikiego konia stepowego, inaczej nazywanego koniem Przewalskiego (Equus Przewalski). Ciekawi mnie czy odkrył go ten same naukowiec co języczkę Przewalskiego ;) Całkiem prawdopodobne, ponieważ jak podają źródła, odkrywcą konia w 1879r. był rosyjski przyrodnik Nikołaj Przewalski. Zadziwię Was w tym miejscu, ponieważ tarpan nie jest zwierzęciem wymarłym, ale jedynym gatunkiem dzikiego konia, który przetrwał do naszych czasów. Zwierzę osiąga długość 2,5m i wysokość w kłębie ok. 1,3m. Często, przedstawicieli tego gatunku, zobaczyć można w zoo. W Geoparku można do takiego konia podejść, a gdy się jest dzieckiem, to nawet na niego usiąść.

Tarpan w Alei Gwiazd Plejstocenu
koń Przewalskiego
Odcisk kopyta tarpana
trop tarpana

W dalszej części, zapoluje na Was, groźnie wyglądający lew jaskiniowy (Panthera leo spelea). Ten potężny kot osiągał długość 3,5m od głowy do końca ogona. Dobrze, że mój dachowiec, nie zajmuje całego pokoju ;) Jego ciało pokryte było długą i gęstą sierścią. Imitacją takiej sierści pokryto również stojący w parku eksponat. Dzieci będą z tego bardzo zadowolone. Lew jaskiniowy w czasach prehistorycznych żył również na terytorium dzisiejszej Polski. Wymarł m.in. w wyniku ekspansji siedlisk ludzkich.

Kraina polodowcowa nad Odrą
lew jaskiniowy
Aleja Gwiazd Plejstocenu w Moryniu
trop lwa jaskiniowego

Jeżeli lew jaskiniowy dostarczy Wam za mało wrażeń, koniecznie musicie podejść do niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus). Jego szczątki znaleziono m.in. w Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie czy Jaskini Magurskiej w Tatrach. Niedźwiedzie te osiągały 2m długości i 1,7m wysokości. Były zatem o 30% większe od współczesnych niedźwiedzi brunatnych. Wystarczy podjeść do stojącego na tylnych łapach eksponatu, by przekonać się jaki był potężny. Niedźwiedzie jaskiniowe żyły w równoległych czasach co człowiek pierwotny. Były dla niego cenną zwierzyną łowną oraz obiektem kultu.  

Model 1:1 niedźwiedzia jaskiniowego
niedźwiedź jaskiniowy
Odcisk łapy niedźwiedzia jaskiniowego
trop niedźwiedzia jaskiniowego

A teraz pora na nosorożca włochatego (Coelodonta antiquitatis), który stanął w moryńskiej Alei Gwiaz Plejstocenu jako ostatni (w grudniu 2014 roku). Osiągał on długość aż 4,5m i wysokość do 2m w kłębie. Ważył nawet 3,5 tony. Ludzie pierwotni polowali na nosorożce włochate, co potwierdzają liczne malowidła naskalne. Wspaniale zrekonstruowany szkielet nosorożca włochatego znaleziono w rejonie Pyskowic. Obecnie znajduje się on w muzeum w Warszawie. Na szczęście, żeby zobaczyć replikę nosorożca włochatego nie musiałam jechać tak daleko ;)

Zwierzę prehistoryczne w parku
nosorożec włochaty
Zwierzę epoki plejstocenu
trop nosorożca włochatego

Tego jegomościa dzieci poznają na pewno. Mowa o reniferze, zwanym renem (Rangifer tarandus). W prawdzie nie jest to zwierzę, które wymarło, jednak w plejstocenie obszar jego występowania był znacznie większy niż obecnie i obejmował również północną Eurazję. Czy wiecie, że renifery są jedynymi udomowionymi przedstawicielami rodziny jeleniowatych?

Ren w Geoparku w Moryniu
renifer
Odcisk kopyta rena
trop rena

Ostatnim zwierzęciem na trasie Alei Gwiazd Plejstocenu jest tygrys szablozębny (Smilodon). Był on jednym z największych i najcięższych przedstawicieli rodziny kotowatych. Dodatkowo zwierzę to posiadało paszczę o kącie rozwarcia szczęk wynoszącym do 120 stopni, wyposażoną w 28-centymetrowe kły. Dzieci na pewno skojarzą go z tygrysem Diego z "Epoki Lodowcowej".

Model tygrysa szablozębnego można zobaczyć w Moryniu
tygrys szablozębny

Aleja Gwiazd Plejstocenu wchodzi w skład Promenady Wielkiego Raka i kończy swój bieg na miejskim kąpielisku, które o ile dobrze się orientuję, w sezonie wakacyjnym, jest strzeżone. Sama infrastruktura kąpieliska, jak na takie małe miasteczko, jest imponująca. Znajdziemy tu rozległy pomost z zadaszoną altaną na wodzie. Przy samej plaży ulokowano nowocześnie urządzony punkt gastronomiczny i toalety. Znaleziono również miejsce na siłownię na świeżym powietrzu. Szczęka opada, zwłaszcza jak pomyślę o inwestycjach w moim rodzinnym mieście. Z chęcią bym się tam przeprowadziła ;) 

Co jeszcze oprócz Geoparku i miejskiej plaży ma do zaoferowania Moryń? Można by wyliczać bez końca. Moryń posiada niepodważalne walory przyrodnicze i krajobrazowe. Cała gmina leży w otulinie Cedyńskiego Parku Krajobrazowego, zaś samo miasto znajduje się nad jednym z najgłębszych jezior w Polsce - jeziorem Morzycko, wokół którego prowadzą szlaki spacerowe, rowerowe, a nawet odbywają się zorganizowane biegi. Moryń szczyci się nie tylko walorami turystycznymi i wypoczynkowymi, ale również historycznymi. Jeden dzień to za mało, żeby zobaczyć wszystko. Na uwagę zasługują bardzo dobrze, praktycznie w całości zachowane, mury miejskie. Warto zajrzeć również do Kościoła św. Ducha zbudowanego na przełomie XIII i XIV wieku i zgłębić tajemnicę szachownicy uwiecznionej na jednym z jego narożników. O Moryniu krąży również wiele legend. Jedna z nich opowiadająca o dzielnym młodzieńcu Raku, który uwolnił mieszkańców Morynia od śmierci głodowej, została upamiętniona ciekawą fontanną w formie siedzącego na kamieniu raka. Odnajdziecie ją na miejskim rynku, tuż przy ratuszu. 

Rynek miejski w Moryniu
fontanna z rakiem

Jeżeli postanowicie zostać w Moryniu na dłużej polecam Wam po pierwsze nocleg w Schronisku Młodzieżowym w Moryniu, które zapewnia naprawdę dobre warunki noclegowe za niewielkie pieniądze (na terenie schroniska znajduje się plac zabaw dla dzieci i miejsce na ognisko), po drugie Lodziarnię "Lucynka", mieszczącą się przy miejskim rynku, w której serwowane są świetne lody, a jeśli macie ochotę na smaczną rybkę, to polecam bar "Złota Rybka" w której serwują np. świeżą sielawę - popytajcie miejscowych jak do niego trafić.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...