22.06.2016

NAWADNIANIE #6 Pelargonie na balkonie - przewodnik podlewania

Pelargonie - sezonowe królowe balkonów i tarasów. Żelazne damy południowej wystawy. Jedni je uwielbiają, inni ich nie znoszą, ale jednego nie można im zarzucić. Potrafią znieść naprawdę trudne warunki pogodowe. Stosunkowo dobrze radzą sobie z palącym słońcem oraz okresowo suchym podłożem. Owszem, mogą wtedy kwitnąć mniej obficie, ale nie zwiędną tak szybko jak inne, pojemnikowe rośliny. 

Najbardziej odporne na suszę są pelargonie bluszczolistne. Pelargonie rabatowe i wielkokwiatowe radzą sobie w tym zakresie nieco gorzej. Niezależnie od gatunku, pelargonie wymagają żyznej, dobrze zdrenowanej gleby. Charakteryzują się tym, że rosną szybko rozwijając w krótkim czasie wiele kwiatów. W procesie tym zużywają dużo substancji odżywczych. Na rynku dostępnych jest wiele dedykowanych pelargoniom nawozów (tak na marginesie, te do pomidorów nadają się tak samo), ale bez dostatecznej ilości wody w podłożu, roślina nie będzie w stanie ich właściwie pobrać. Kluczem do dobrze rozwiniętych, bujnie kwitnących pelargonii jest więc właściwe nawadnianie.

Jak podlewać pelargonie w pojemnikach
pelargonie w pojemnikach

Pytacie mnie czasem, czy tak samo należy podlewać rośliny rosnące w gruncie i te rosnące w pojemnikach. Otóż zdecydowanie nie. Rośliny doniczkowe są znacznie bardziej narażone na ekspozycję na wiatr i słońce, równocześnie dysponując znacznie mniejszą ilością gleby w której rosną. Są więc o wiele bardziej wrażliwe na niedostatek wody w podłożu.  Z drugiej strony, nie można z ich nawadnianiem przesadzić.


W RAZIE PROBLEMÓW ZACZNIJ OD DIAGNOZY

Nadmierne podlewanie pelargonii może dać podobne efekty jak zbyt małe podlewanie. Pelargoniom w obu wypadkach żółkną wówczas liście, a ich kwiaty opadają. Aby przekonać się co jest przyczyną takiego stanu rzeczy, należy przyjrzeć się glebie w której rosną lub po prostu włożyć palec do ziemi. Jeżeli gleba jest sucha - czas na podlewanie. Jeżeli gleba jest wciąż wilgotna dzień lub dwa dni po podlewaniu, znaczy to, że roślina otrzymuje za dużą ilość wody. Sprawdź czy przyczyną nie jest czasem brak odprowadzenia jej nadmiaru z doniczki.

ZADBAJ O ODPOWIEDNI DRENAŻ

Pelargonie to takie wywrotowe rośliny, którym bardziej może zaszkodzić nadmiar, niż niedostatek wody. Jest to szczególnie niebezpieczne w wilgotne, pochmurne dni lub bezpośrednio po posadzeniu. Największym błędem początkujących hodowców pelargonii jest wybór nieodpowiednich doniczek, przeznaczonych do ich uprawy. Pelargonie nie mogą stać w wodzie, ponieważ w szybkim tempie doprowadzi to do gnicia ich korzeni. Należy zatem wybrać takie pojemniki, które zapewnią właściwe jej odprowadzenie. Najprostszym rozwiązaniem jest wybór doniczek, które na swoim spodzie posiadają otwory. Na dno każdej z nich warto dodatkowo wysypać warstwę keramzytu, który zapobiegnie zastojowi wody w pojemnikach.

WYBIERZ ODPOWIEDNIĄ DONICZKĘ

Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale rodzaj doniczki w której posadzisz swoje pelargonie, ma duży wpływ na stosunki wodne panujące w glebie, która się w nich znajduje. Plastikowe, ciemne pojemniki nagrzewają się szybciej, przyspieszając tym samym ewaporację i pobieranie wody z podłoża przez samą roślinę. Niedostateczne podlewanie może w takich warunkach, w krótkim czasie doprowadzić do tragedii. Wystawione na słońce gliniane pojemniki, to również nie najlepsze rozwiązanie. Nagrzana, porowata glina, szybko oddaje znajdującą się w jej wnętrzu wilgoć. Ważnym aspektem jest również wybór doniczek o właściwej pojemności. W małej doniczce gleba będzie szybko przesychać. W dużej pelargonie nie będą kwitły tak obficie, ale to już materiał na inny artykuł.

NAUCZ SIĘ WŁAŚCIWEJ TECHNIKI PODLEWANIA

Za każdym razem gdy nawadniasz swoje pelargonie, staraj się to robić do czasu, aż woda zacznie wyciekać z otworów drenażowych. Możliwe, że tym sposobem nie zjednasz sobie sympatii sąsiadów z dołu, no ale trudno. Ja też mieszkam na ostatnim piętrze ;-) Pelargonia lubi wilgotną, ale dobrze zdrenowaną glebę. Nie znosi stojącej wody. Podlej ją ponownie, gdy gleba będzie sucha. W chłodniejsze dni będziesz to robić co 2-3 dzień. Natomiast w czasie upałów może się okazać, że będziesz zmuszony podlewać swoje rośliny nawet 2 razy dziennie. 

PODLEWAJ O ODPOWIEDNIEJ PORZE

Podobnie jak w przypadku pomidorów, pelargonie staraj się podlewać rano, a nie wieczorem. Podlewając staraj się unikać polewania liści. Dobrym rozwiązaniem w tym wypadku jest instalacja specjalnego, dedykowanego na tarasy i balkony, kropelkowego systemu nawadniającego. 

A Ty jak podlewasz swoje pelargonie?

13.06.2016

PODRÓŻE: Niedźwiedź w parku i mamuty za murem, czyli Geopark w Moryniu.

Dosyć tego - pomyślałam. Nie mogę Was nieustannie zarzucać tylko i wyłącznie wiedzą praktyczną na temat oszczędnego nawadniania, tudzież uprawy pomidorów. Gotowiście pomyśleć, że całe dnie, tygodnie i miesiące poświęcam tylko tym zagadnieniom. Chciałabym nieco odejść od tej tematyki i podzielić się z Wami namiarami na ciekawe przyrodniczo, krajobrazowo i historycznie miejsca, które odwiedzić można w moim, niezbyt docenianym turystycznie (a niesłusznie!), regionie. Być może znajdziecie w nich opcję "na weekend", a jeśli nie, to może chociaż Zachodniopomorskie przestanie się Wam kojarzyć wyłącznie z nadmorskimi plażami.  

Zapraszam Was dzisiaj do parku innego niż wszystkie, do parku z prehistorycznymi zwierzętami, do geoparku "Kraina polodowcowa nad Odrą" w Moryniu, zwanego potocznie Aleją Gwiazd Plejstocenu. Znajduje się on jakieś 80km na południe od Szczecina. Miejsce to wygrało w 2014 roku konkurs na najlepszą przestrzeń publiczną województwa zachodniopomorskiego, a to już zobowiązuje. Niestety, trafiłam tam pierwszy raz, dopiero w tym roku. Owszem, słyszałam o moryńskich mamutach, ale powiem szczerze, że dla dwóch sztucznych zwierzaków nie chciało mi się jechać aż tak daleko. Kiedy w końcu tam dotarłam okazało się, że prehistorycznych zwierząt jest znacznie więcej i robią o wiele lepsze wrażenie niż myślałam. Geopark to w ogóle świetna opcja na wycieczkę z dziećmi, szczególnie tymi będącymi fanami "Epoki lodowcowej". Znajdą tu one naturalnych rozmiarów pierwowzory swoich prehistorycznych bohaterów.

Promenada z tropami zwierząt epoki lodowcowej
Promenada Wielkiego Raka

Dlaczego warto odwiedzić Geopark w Moryniu?
#1 wstęp jest darmowy, a teren dostępny całą dobę, 7 dni w tygodniu
#2 można tu zobaczyć modele prehistorycznych zwierząt wykonanych w skali 1:1 i z dbałością o najmniejsze szczegóły. Mają nawet miękkie w dotyku futra ;)
#3 nie są to wbrew pozorom modele przypadkowe, ale zwierzęta, które rzeczywiście żyły kiedyś na terytorium dzisiejszej Polski
#4 przy każdym modelu ustawiona jest tablica informacyjna z której możecie dowiedzieć się czegoś więcej o danym zwierzęciu. Tablice przydadzą się szczególnie w przypadku dociekliwych dzieci. Nie każdy w końcu jest znawcą epoki plejstocenu, prawda?
#5 pod każdą tablicą znajdują się odlane z brązu, naturalnej wielkości odciski łap i kopyt zwierząt przed którymi stoimy. W końcu to Aleja Gwiazd!
#6 jest to park transgraniczny, który powstał w ramach polsko-niemieckiej współpracy. Niemiecki Geopark ulokowano w "bliżniaczej" miejscowości Gross-Ziethen k. Joachimstahl. Funkcję centrum informacyjnego pełni tam budynek zabytkowego młyna parowego. W jego podziemiach zobaczyć można tunel subglacjalny.
#7 to co podoba mi się osobiście w całym tym pomyśle, jakby nie było jestem architektem krajobrazu, to otoczenie w jakim ustawiono modele zwierząt. Tło w postaci jeziora czy leśnego parku stwarza wrażenie naturalności, zaś mamuty na tle średniowiecznych murów wyglądają dosyć intrygująco i ciekawie prezentują się na zdjęciach. Zazwyczaj autorzy podobnych ekspozycji, np. parków dinozaurów, lokują swoje inwestycje na pustych działkach, a później silą się na imitację naturalności. Nerkowate oczka wodne obłożone otoczakami, altanki wypoczynkowe zamiast drzew i dziwacznie nowoczesne nasadzenia wokół eksponatów, wyglądają nienaturalnie i kiczowato. Tutaj nie ma się tego wrażenia.
#8 pod względem technicznym miejsce to jest dostępne dla osób niepełnosprawnych oraz osób z dziecięcymi wózkami, gdyż cały czas poruszamy się wygodną, brukowaną nawierzchnią. Jedynie zbliżenie się do samych modeli zwierząt może być nieco utrudnione, gdyż w większości przypadków ustawione są na zboczach, na które wchodzi się po kilku schodkach. Aleja znajduje się kilka kroków od brzegu jeziora, dlatego takie ustawienie jest w pełni uzasadnione.
#9 po odwiedzeniu Alei Gwiazd Plejstocenu warto zobaczyć również inne atrakcje Morynia i okolic, których wystarczy nie tylko na jeden dzień, ale na dłuższy pobyt w tym miejscu.

Powróćmy jednak do samego geoparku. Skąd w ogóle pomysł na jego utworzenie? Co mają mamuty do zachodniopomorskich terenów? - zapytacie. Chcąc uzyskać informacje na ten temat polecam rozpocząć swoją wizytę od odwiedzenia siedziby Geoparku w Moryniu, która mieści się w miejskim ratuszu, tuż przy rynku. Jest to również Punkt Informacji Turystycznej. Spotkacie tam bardzo miłego pana (imienia niestety nie pamiętam), który ewidentnie jest pasjonatem w swojej dziedzinie. On najlepiej opowie Wam o historii i geologicznej budowie tego terenu. Pokaże Wam również prawdziwe mamucie kości od których wszystko się zaczęło. Nie nastawiajcie się jednak na zobaczenie całego, mamuciego szkieletu, ale raczej na kilka kostek, które stanowią jedynie dowód bytowania na tym terenie tych pradawnych zwierząt. 

Przechadzkę po moryńskiej Alei Gwiazd Plejstocenu zaczniemy tuż za murami miejskimi, od obejrzenia pierwszych eksponatów, jakie stanęły w tym miejscu, czyli mamutów - Geosi i Morynka, chociaż fani "Epoki lodowcowej" i tak wołają na nie Brzoskwinka i Maniek. Po drugiej stronie Odry w Ziethen, możecie zobaczyć natomiast mamuta Georga.

Polskie mamuty włochate prezentują się następująco.

Mamuty włochate
mamuty włochate

Kierując się w stronę moryńskiej plaży, zobaczycie jelenia olbrzymiego, inaczej łosia irlandzkiego (Megaloceros giganteus). Osiągał on 2m wysokości w kłębie. I takiej samej wysokości replikę zwierzęcia, zobaczyć możecie w Geoparku. Prawdziwą ozdobę jelenia stanowiło jego 4-metrowe poroże, które ważyło prawie tyle co ja, czyli 50kg. Żył on 400-7 tysięcy lat temu, a jego szczątki znajdowano również w Polsce. 

Łoś irnandzki wymarły
jeleń olbrzymi
Odcisk kopyta łosia irlandzkiego
trop łosia irlandzkiego

Idąc dalej napotkacie dzikiego konia stepowego, inaczej nazywanego koniem Przewalskiego (Equus Przewalski). Ciekawi mnie czy odkrył go ten same naukowiec co języczkę Przewalskiego ;) Całkiem prawdopodobne, ponieważ jak podają źródła, odkrywcą konia w 1879r. był rosyjski przyrodnik Nikołaj Przewalski. Zadziwię Was w tym miejscu, ponieważ tarpan nie jest zwierzęciem wymarłym, ale jedynym gatunkiem dzikiego konia, który przetrwał do naszych czasów. Zwierzę osiąga długość 2,5m i wysokość w kłębie ok. 1,3m. Często, przedstawicieli tego gatunku, zobaczyć można w zoo. W Geoparku można do takiego konia podejść, a gdy się jest dzieckiem, to nawet na niego usiąść.

Tarpan w Alei Gwiazd Plejstocenu
koń Przewalskiego
Odcisk kopyta tarpana
trop tarpana

W dalszej części, zapoluje na Was, groźnie wyglądający lew jaskiniowy (Panthera leo spelea). Ten potężny kot osiągał długość 3,5m od głowy do końca ogona. Dobrze, że mój dachowiec, nie zajmuje całego pokoju ;) Jego ciało pokryte było długą i gęstą sierścią. Imitacją takiej sierści pokryto również stojący w parku eksponat. Dzieci będą z tego bardzo zadowolone. Lew jaskiniowy w czasach prehistorycznych żył również na terytorium dzisiejszej Polski. Wymarł m.in. w wyniku ekspansji siedlisk ludzkich.

Kraina polodowcowa nad Odrą
lew jaskiniowy
Aleja Gwiazd Plejstocenu w Moryniu
trop lwa jaskiniowego

Jeżeli lew jaskiniowy dostarczy Wam za mało wrażeń, koniecznie musicie podejść do niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus). Jego szczątki znaleziono m.in. w Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie czy Jaskini Magurskiej w Tatrach. Niedźwiedzie te osiągały 2m długości i 1,7m wysokości. Były zatem o 30% większe od współczesnych niedźwiedzi brunatnych. Wystarczy podjeść do stojącego na tylnych łapach eksponatu, by przekonać się jaki był potężny. Niedźwiedzie jaskiniowe żyły w równoległych czasach co człowiek pierwotny. Były dla niego cenną zwierzyną łowną oraz obiektem kultu. 

Model 1:1 niedźwiedzia jaskiniowego
niedźwiedź jaskiniowy
Odcisk łapy niedźwiedzia jaskiniowego
trop niedźwiedzia jaskiniowego

A teraz pora na nosorożca włochatego (Coelodonta antiquitatis), który stanął w moryńskiej Alei Gwiaz Plejstocenu jako ostatni (w grudniu 2014 roku). Osiągał on długość aż 4,5m i wysokość do 2m w kłębie. Ważył nawet 3,5 tony. Ludzie pierwotni polowali na nosorożce włochate, co potwierdzają liczne malowidła naskalne. Wspaniale zrekonstruowany szkielet nosorożca włochatego znaleziono w rejonie Pyskowic. Obecnie znajduje się on w muzeum w Warszawie. Na szczęście, żeby zobaczyć replikę nosorożca włochatego nie musiałam jechać tak daleko ;)

Zwierzę prehistoryczne w parku
nosorożec włochaty
Zwierzę epoki plejstocenu
trop nosorożca włochatego

Tego jegomościa dzieci poznają na pewno. Mowa o reniferze, zwanym renem (Rangifer tarandus). W prawdzie nie jest to zwierzę, które wymarło, jednak w plejstocenie obszar jego występowania był znacznie większy niż obecnie i obejmował również północną Eurazję. Czy wiecie, że renifery są jedynymi udomowionymi przedstawicielami rodziny jeleniowatych?

Ren w Geoparku w Moryniu
renifer
Odcisk kopyta rena
trop rena

Ostatnim zwierzęciem na trasie Alei Gwiazd Plejstocenu jest tygrys szablozębny (Smilodon). Był on jednym z największych i najcięższych przedstawicieli rodziny kotowatych. Dodatkowo zwierzę to posiadało paszczę o kącie rozwarcia szczęk wynoszącym do 120 stopni, wyposażoną w 28-centymetrowe kły. Dzieci na pewno skojarzą go z tygrysem Diego z "Epoki Lodowcowej".

Model tygrysa szablozębnego można zobaczyć w Moryniu
tygrys szablozębny

Aleja Gwiazd Plejstocenu wchodzi w skład Promenady Wielkiego Raka i kończy swój bieg na miejskim kąpielisku, które o ile dobrze się orientuję, w sezonie wakacyjnym, jest strzeżone. Sama infrastruktura kąpieliska, jak na takie małe miasteczko, jest imponująca. Znajdziemy tu rozległy pomost z zadaszoną altaną na wodzie. Przy samej plaży ulokowano nowocześnie urządzony punkt gastronomiczny i toalety. Znaleziono również miejsce na siłownię na świeżym powietrzu. Szczęka opada, zwłaszcza jak pomyślę o inwestycjach w moim rodzinnym mieście. Z chęcią bym się tam przeprowadziła ;) 

Co jeszcze oprócz Geoparku i miejskiej plaży ma do zaoferowania Moryń? Można by wyliczać bez końca. Moryń posiada niepodważalne walory przyrodnicze i krajobrazowe. Cała gmina leży w otulinie Cedyńskiego Parku Krajobrazowego, zaś samo miasto znajduje się nad jednym z najgłębszych jezior w Polsce - jeziorem Morzycko, wokół którego prowadzą szlaki spacerowe, rowerowe, a nawet odbywają się zorganizowane biegi. Moryń szczyci się nie tylko walorami turystycznymi i wypoczynkowymi, ale również historycznymi. Jeden dzień to za mało, żeby zobaczyć wszystko. Na uwagę zasługują bardzo dobrze, praktycznie w całości zachowane, mury miejskie. Warto zajrzeć również do Kościoła św. Ducha zbudowanego na przełomie XIII i XIV wieku i zgłębić tajemnicę szachownicy uwiecznionej na jednym z jego narożników. O Moryniu krąży również wiele legend. Jedna z nich opowiadająca o dzielnym młodzieńcu Raku, który uwolnił mieszkańców Morynia od śmierci głodowej, została upamiętniona ciekawą fontanną w formie siedzącego na kamieniu raka. Odnajdziecie ją na miejskim rynku, tuż przy ratuszu. 

Rynek miejski w Moryniu
fontanna z rakiem

Jeżeli postanowicie zostać w Moryniu na dłużej polecam Wam po pierwsze nocleg w Schronisku Młodzieżowym w Moryniu, które zapewnia naprawdę dobre warunki noclegowe za niewielkie pieniądze (na terenie schroniska znajduje się plac zabaw dla dzieci i miejsce na ognisko), po drugie Lodziarnię "Lucynka", mieszczącą się przy miejskim rynku, w której serwowane są świetne lody, a jeśli macie ochotę na smaczną rybkę, to polecam bar "Złota Rybka" w której serwują np. świeżą sielawę - popytajcie miejscowych jak do niego trafić.

13.05.2016

NAWADNIANIE #5 Skutki niewłaściwego podlewania pomidorów.

Ostatni wpis na temat prawidłowego podlewania nowo posadzonych do gruntu sadzonek pomidorów spotkał się z Waszym dużym zainteresowaniem. Pod względem wejść pobił na głowę wszystkie poprzednie wpisy dotyczące nawadniania ogrodowego. Nawet ten na temat oszczędnego podlewania trawnika. Z jednej strony cieszy mnie to bardzo. Z drugiej zastanawiam się jednak z czego taka sytuacja wynika. Polacy o pomidorach wiedzą chyba wszystko. Każdy kto uprawia warzywa, nie ważne czy w ogrodzie czy na balkonie, zawsze ma wśród nich pomidory. Zdawać by się zatem mogło, że to jedna z łatwiejszych w uprawie roślin jadalnych. Wystarczy kupić sadzonkę, wkopać ją w wyznaczone miejsce i od czasu do czasu podlać. Ot, cała filozofia. Problemy pojawiają się gdy liście pomidorów zaczynają się skręcać i żółknąć, kwiaty opadać, a końcówki owoców zasychać. Większość mniej lub bardziej doświadczonych ogrodników zastanawia się wówczas jaki preparat zastosować na daną przypadłość. I nie przejdzie im nawet przez myśl, że wszystkiemu winne jest niewłaściwe podlewanie.

Tak, tak kluczową kwestią od której zależy sukces uprawy zdrowych, dorodnych pomidorów, jest odpowiednie nawadnianie. Dzieje się tak ponieważ roślina pomidora składa się aż w 95% z wody. Woda jest zatem bardzo ważna dla jego prawidłowego wzrostu i rozwoju. Jeżeli nie będziesz uzupełniać strat wody, wynikających z ewaporacji i zużycia jej w procesach życiowych danej rośliny, wówczas narazisz ją na stres, osłabienie, a w konsekwencji na ataki chorób, szkodników i inne problemy uprawowe. Prześledźmy zatem jakich błędów nie powinieneś popełniać.

BŁĄD #1 - PODLEWASZ NIEREGULARNIE

Pękanie owoców pomidora to typowa przypadłość weekendowych ogrodników, którzy podlewają swoje pomidory nieregularnie. Przez kilka dni rośliny nie otrzymują dostatecznej ilości wody, by zapewnić owocom równomierny wzrost, po czym pojawiają się ich właściciele i chcąc nadrobić zaległości, podlewają swoje uprawy aż zanadto. W wyniku takiego działania pierwotnie przesuszone rośliny zaczynają uzupełniać poziom wody w swoich tkankach. Widać to szczególnie po owocach, które zwiększają swoją objętość. Ich skórka nie jest jednak na tyle elastyczna by wytrzymać tak silne naprężenia i zwyczajnie pęka. Rozwiązaniem jest przeprowadzenie się na sezon letni poza miasto, by móc doglądać swoich pomidorów każdego dnia ;) lub instalacja systemu nawadniającego.

BŁĄD #2 - PODLEWASZ ZA MAŁO

Jeżeli podlewasz swoje pomidory od czasu do czasu z pewnością zetknąłeś się już z suchą zgnilizną wierzchołkową owoców pomidora, choć możesz nie kojarzyć jej nazwy. 

sucha zgnilizna wierzchołkowa owoców pomidora
Charakteryzuje się ona tym, że na wierzchołkach owoców pojawiają się plamy, które stopniowo zmieniają kolor na brunatny i czarny. Jednocześnie liście rośliny wyglądają na zupełnie zdrowe. Choroba ta jest nieuleczalna, ale można jej zapobiegać. W większości przypadków za taki stan rzeczy odpowiada za mała ilość wody w glebie, szczególnie w czasie upałów, a co za tym idzie brak możliwości pobierania przez roślinę wapnia z podłoża. Rozwiązaniem jest regularne dawkowanie pomidorom odpowiedniej ilości wody, np. poprzez system kroplujący ze sterownikiem. Prewencyjnie, możesz również dodać do gleby pokruszone skorupki jajek, które zapewnią roślinom odpowiednią ilość wapnia w podłożu, jednocześnie nie zmieniając radykalnie jego pH.


BŁĄD #3 - PODLEWASZ ZA PŁYTKO

Jeżeli Twoje pomidory charakteryzują się słabym wzrostem oraz niskim plonem, drobnych owoców winna jest zbyt mała ilość wody w glebie, która wynika z nieregularnego lub niedostatecznego podlewania. Gdy roślina otrzymuje za mało wody, spowalnia swoje procesy życiowe, przez co nie rośnie prawidłowo i nie wydaje zdrowych owoców. Powodem słabego stanu roślin może być również Twoja nadgorliwość, połączona z chęcią oszczędzania. Codzienne zraszanie gleby wokół roślin to nie najlepszy pomysł. Może wydawać Ci się, że w ten sposób Twoje rośliny są regularnie i oszczędnie nawadniane. Nic bardziej mylnego. Płytkie podlewanie to po pierwsze strata wody, która szybko wyparowuje z powierzchni gleby, a po drugie jest to droga do rozwoju płytkiego, wrażliwego na wahania temperatury i wilgotności systemu korzeniowego.

BŁĄD #4 - PODLEWASZ ZA DUŻO

Regularne podlewanie dostarczające za każdym razem odpowiednią ilość wody to podstawa właściwej uprawy pomidorów. Nie możesz jednak przesadzać w drugą stronę. Nadmierne nawadnianie sadzonek może doprowadzić do gnicia korzeni pomidorów. Dzieje się tak ponieważ nadmiar wody w glebie sprawia, że jest w niej mniej powietrza, którego korzenie również potrzebują do prawidłowego funkcjonowania. W takim środowisku dochodzi do rozwoju chorób grzybowych, więdnięcia liści, zahamowania wzrostu, a w konsekwencji nawet do zamierania roślin. Jeżeli dany sezon uprawowy charakteryzuje się dużymi i częstymi opadami - nie przesadzaj z dodatkowym podlewaniem.


BŁĄD #5 - ZRASZASZ LIŚCIE POMIDORÓW

Oprócz regularnego i odpowiednio dawkowanego podlewania duże znaczenie ma również właściwa technika podlewania. Kiedy nawadniasz swoje rośliny pamiętaj, że woda ma trafić do gleby, a nie wszędzie gdzie popadnie. Polewając wodą całe rośliny nie schładzasz ich lecz im szkodzisz. Wilgoć utrzymująca się na liściach dłużej niż 3 godziny to szybka droga do rozwoju chorób grzybowych pomidorów. Staraj się podlewać swoje rośliny powoli, dokładnie rozprowadzając wodę wokół podstawy każdej sadzonki, tak by liście pomidorów pozostały po tym zabiegu suche. Rozwojowi chorób grzybowych sprzyja również wieczorne podlewanie.

Ciekawi mnie, które z tych błędów popełniasz najczęściej?

09.05.2016

NAWADNIANIE #4 Jak podlewać pomidory (od sadzonki do pierwszych kwiatów)?

Maj to czas, kiedy kupione lub samodzielnie wyhodowane sadzonki pomidorów wędrują do gruntu. Pomimo tego, że na zewnątrz panują iście tropikalne temperatury, nie mam zamiaru spieszyć się zanadto z tą czynnością zwłaszcza, że moje pomidory rosnąć będą na grządkach bez żadnej osłony. Scenariusz jak co roku jest ten sam. Na majówkę są upały, a wraz z Zimnymi Ogrodnikami przychodzi ochłodzenie, a nawet poranne przymrozki i moje w gorącej wodzie kompanie, wychodzi mi bokiem. W tym roku posiałam moje pomidory nieco później, więc jeszcze nie opanowały mi całego, okiennego parapetu i spokojnie mogą tam postać do 15-go. Wprawdzie część sadzonek mi wypadła, z winy remontu i związanego z tym ciągłego przestawiania doniczek w mniej dogodne dla pomidorów miejsca, ale już rozmawiałam z sąsiadem, że na miejskim targowisku w tym roku sadzonek jest pod dostatkiem, więc wystarczy cierpliwie poczekać, aż wszyscy się obkupią, bo to co zostanie będzie potem po złotówce. A że sąsiad złotówkę ogląda dwa razy, więc pewnie wie co mówi. Poczekam zatem i ja, a do tego czasu przypomnę Wam jak należy podlewać nowo posadzone sadzonki pomidorów. 

jak podlewać pomidory?


PRZED POSADZENIEM

-> Na 7 dni przed przesadzeniem rozsady pomidorów do gruntu zmniejsz częstotliwość podlewania oraz zwiększ częstotliwość wietrzenia pomieszczenia, tak by przyzwyczaić rośliny do trudniejszych warunków środowiskowych. Wybierz najoptymalniejszy czas sadzenia jak to tylko możliwe. Najlepszym okresem jest pochmurny dzień lub godziny poranne, kiedy nie ma jeszcze palącego słońca. W początkowym okresie możesz również pomyśleć o cieniowaniu swoich upraw, by rośliny nie doznały szoku termicznego.
-> Około 1 godziny przed wysadzeniem wyhodowanych w doniczkach sadzonek pomidorów do gruntu, podlej je obficie. W tym czasie możesz przygotować grządki do sadzenia.

W CZASIE SADZENIA

-> Na wybranej grządce warzywnej wyznacz miejsca sadzenia roślin. Pamiętaj o właściwej rozstawie od 30cm do 90cm, w zależności od odmiany. Wykop dołki, a następnie zapraw je kompostem lub dobrze przekompostowanym obornikiem. Dodanie materii organicznej do gleby ma za zadanie nie tylko zapewnić roślinom składniki odżywcze, ale również w dużym stopniu przyczynia się do poprawy warunków wodnych w glebach zarówno piaszczystych jak i gliniastych.
-> Każdy dołek napełnij wodą, tak by gleba została nią nasączona jeszcze przed posadzeniem roślin.
-> Posadź pomidory, a po ok. 10 minutach podlej je dokładnie, najlepiej deszczówką lub odstaną wodą. Na każdą sadzonkę przeznacz co najmniej 500ml wody. Wykonuj tę czynność powoli, wokół podstawy każdej rośliny, starając się nie robić dołków strumieniem wody oraz omijając liście. Powolne podlewanie pozwoli na głębokie i dokładne wchłonięcie wody przez glebę oraz na wypełnienie przestrzeni powietrznych, które powstały w czasie sadzenia.
-> Aby zapobiec ewaporacji, czyli parowaniu wody z gleby, powierzchnię między nasadzeniami pokryj ściółką lub mulczem. Zrób to jednak dopiero po 2-3 tygodniach od sadzenia.

jak podlewać pomidory?


PRZEZ 1-7 DNI PO SADZENIU

-> Codziennie monitoruj stan swoich pomidorów. Każdego dnia dostarczaj im co najmniej 1l wody na roślinę, szczególnie jeśli na zewnątrz jest gorąco.

PO 7-14 DNIACH OD SADZENIA

-> Nadal podlewaj swoje pomidory regularnie, jednak trzymając się zasady, którą opisałam już wcześniej w artykule "jak podlewać rośliny by szybciej rosły?" Mianowicie musisz nieco odzwyczaić swoje uprawy od codziennego podlewania, na rzecz nawadniania rzadszego ale głębszego, by pobudzić je do rozwoju lepiej rozwiniętego systemu korzeniowego, odpornego na okresowe niedobory wody w okresach suszy. Rzadsze podlewanie pomidorów to również bodziec stresowy, który ma za zadanie sprowokować je do wytworzenia kwiatów. Jak dużo wody potrzebują w tym okresie Twoje pomidory? Jeśli nie dysponujesz czujnikiem wilgotności, wilgotność gleby musisz określić organoleptycznie, czyli brutalnie mówiąc wkładając palec do ziemi. Jeśli gleba na głębokości 2-3 centymetrów nadal jest wilgotna, co poznasz po śladach gleby na palcu znaczy to, że z podlewaniem możesz jeszcze poczekać. W czasie upałów wystarczy gdy gleba będzie nadal wilgotna na głębokości 5-7cm, wówczas również nie spiesz się z podlewaniem. Częste nawadnianie nie jest wskazane. Wystarczy, że zrobisz to raz na 2-3 dni. Jeżeli zauważysz, że gleba jest sucha, powinieneś zwiększyć ilość jednorazowo aplikowanej wody, a nie częstotliwość podlewania.

PO 14 DNIACH OD SADZENIA

-> Po 14 dniach Twoje sadzonki zdążyły się już przystosować do nowych warunków. Pewnie wytworzyły już nawet pierwsze kwiaty. By zapewnić roślinom zdrowy rozwój i zapobiec opadaniu kwiatów, nadal podlewaj swoje warzywa regularnie i w odpowiednich dawkach wody. Dla ułatwienia podpowiem Ci, że Twoje pomidory tygodniowo powinny otrzymywać co najmniej 2l wody na roślinę (łącznie z deszczem). Nie znaczy to, że wystarczy raz w tygodniu podlać sadzonki 2 litrami wody. Takie działanie naraziłoby pomidory na duży stres, co skończyłoby się prawdopodobnie zahamowaniem wzrostu, słabym plonem lub jakąś chorobą. Te 2 litry wody musisz równomiernie rozłożyć pomiędzy kolejne podlewania. Pamiętaj by nie przesadzać również w drugą stronę. Codzienne zraszanie gleby niewielką dawką wody spowoduje, że system korzeniowy będzie płytki, a przez to roślina będzie bardziej wrażliwa na niedobory wody w glebie. Podlewaj swoje warzywa raz na 3-4 dni. Najlepiej będzie jeśli nadal co jakiś czas będziesz organoleptycznie sprawdzał  uwilgotnienie gleby, by w razie czego zwiększyć ilość (ale nie częstotliwość) dawkowanej wody.

jak podlewać pomidory?


DOBRA RADA 

-> Zapewnienie pomidorom odpowiedniej dawki wody w odpowiednim czasie  to gwarancja ich zdrowego wzrostu i rozwoju oraz wysokich plonów, a przecież o to głównie chodzi każdemu, pomidorowemu ogrodnikowi. Codzienne bieganie wokół nowo posadzonych roślin, by sprawdzić czy otrzymują za mało, a może wręcz za dużo wody jest pracochłonne i męczące, zwłaszcza gdy dysponuje się jedynie konewką i niedoskonałym narzędziem pomiaru wilgotności gleby, w postaci osobistego palca wskazującego. Skutecznym rozwiązaniem, które niestety wymaga poniesienia pewnych kosztów początkowych, jest montaż linii kroplującej najlepiej z dołączonym do niej czujnikiem wilgotności i sterownikiem nawadniania. To inteligentne rozwiązanie może raz na zawsze rozwiać Twoje dylematy dotyczące podlewania pomidorów, gdyż za każdym razem trafi do nich odpowiednia ilość wody, w odpowiednim czasie. Jakby co mogę polecić sprawdzonego instalatora ;)

Przeczytaj również:
Uprawa pomidorów i papryki zaczyna się w pomieszczeniu
Mały poradnik ekologicznej uprawy pomidorów
Co ma krowa do pomidora, czyli mleko na choroby grzybowe roślin

06.05.2016

NAWADNIANIE #3 Jak zaoszczędzić na podlewaniu trawnika?

Kiedy myślisz o idealnym, gęstym i soczyście zielonym trawniku w swoim ogrodzie z pewnością od razu włącza Ci się w głowie czerwona lampka i licznik potencjalnie wydanych na niego pieniędzy. Trawnik w angielskim stylu kojarzy Ci się z pewnością z dużym kosztem przygotowania terenu na który składa się dobre podłoże, system nawadniający, siatka na krety i najwyższej jakości mieszanka trawnikowa lub dobrze zagęszczona darń z rolki. Po założeniu trawnika dochodzi jeszcze właściwe nawożenie, koszenie i podlewanie... i tak przez kolejne 100 lat. Myślisz sobie - ależ to drogie i pracochłonne. Po części masz rację, ale skoro marzysz już o trawniku w stylu Wembley i myślisz przyszłościowo, znaczy się w perspektywie następnych 100 lat;) nie masz wyjścia, najpierw wydatki, potem oszczędności.


Zacznę od złej informacji (ale spokojnie będzie i ta lepsza), nie da się zaoszczędzić na założeniu idealnego trawnika. Wyrównanie i uprzątnięcie terenu kosztuje, podobnie jak przygotowanie dobrego podłoża chyba, że zamierzasz robić to sam. Jednak na mocnej siatce na krety wraz z odpowiednią ilością szpilek mocujących, jak też na certyfikowanych elementach systemu nawadniającego i najlepszej mieszance trawnikowej, nie warto oszczędzać. Chyba, że chcesz mieć jakikolwiek trawnik, a nie trawnik idealny. Można natomiast zaoszczędzić na pielęgnacji trawnika. Mogłabym w tym miejscu napisać dużo o oszczędzaniu na koszeniu, nawożeniu, piaskowaniu, a nawet aeracji i wertykulacji, ale niepodważalnie największym kosztem jaki poniesiesz przez kolejne 100 lat;), jako właściciel supertrawnika, będzie koszt jego nawadniania. Przeczytaj jak możesz zaoszczędzić na tym procesie na 4  lepsze lub gorsze, tańsze lub droższe rozwiązania. Wybór należy do Ciebie.

LEVEL 1 

TECHNIKA PODLEWANIA TRAWNIKA

Jeżeli z różnych względów światopoglądowych, mimo znacznego postępu technologicznego nadal podlewasz swój trawnik za pomocą węża ogrodowego połączonego z lancą o 12 możliwych ustawieniach strumienia wody oznacza to, że każdego roku, podlewając swój trawnik w ten sposób, tracisz bardzo duże ilości wody, a wraz z nimi kolokwialnie ujmując, wyrzucasz pieniądze w błoto. Wiem, wiem, oszczędne rozwiązania kosztują. Zacznę więc od mniej drastycznego rozwiązania i na początek zdradzę Ci pewien sekret jak zaoszczędzić na tradycyjnym podlewaniu trawnika, by jednocześnie zachować trawnik w dobrej kondycji, a nawet poprawić jego wytrzymałość na potencjalne niedobory wody. Same korzyści? Nie do końca, trzeba się trochę przy tym napracować i poświęcić trochę czasu. Na początek trochę teorii. Jeśli tak jak ja jesteś architektem krajobrazu lub ogrodnikiem, albo kiedykolwiek zdarzyło Ci się wykopać fragment trawnika, by zobaczyć jego profil, wiesz o tym, że trawy mają płytki system korzeniowy. Co z tego wynika? W czasie upałów wierzchnia warstwa gleby szybko przesycha, a wraz z nią cały trawnik, który nie potrafi tak jak drzewo, znaleźć sobie wody w głębszych warstwach gruntu. Aby zaoszczędzić na podlewaniu swojego trawnika, musisz go zahartować, a co za tym idzie, zmusić go do głębszego ukorzenienia się. A że w kwestii oszczędzania wody, masz ze swoim trawnikiem odmienne interesy, będziesz musiał z nim nad tą kwestią nieco popracować. W tym celu musisz zacząć stopniowo rezygnować z częstego, płytkiego podlewania na rzecz rzadszego, ale głębszego dawkowania wody. Znaczy to, że woda, którą zaaplikujesz podczas pojedynczego podlewania, powinna dotrzeć na głębokość 12-15cm w głąb gleby. Jednak musisz to robić najrzadziej jak tylko możesz. Nie powiem Ci jak często, ponieważ składa się na to wiele czynników. Najlepiej gdy poświecisz nieco czasu, by przyjrzeć się swojemu zielonemu dywanowi i zaczniesz podlewać go wtedy, gdy rzeczywiście przestanie mu starczać wilgoci zawartej w podłożu. Powodzenia!




LEVEL 2

GROMADZENIE WODY OPADOWEJ

Najprostszą rzeczą jaką możesz zrobić dla swojego domowego budżetu w kwestii oszczędzania wody do podlewania trawnika jest zamontowanie zbiornika na deszczówkę, o którego zaletach pisałam już wcześniej. Jest to rozwiązanie tanie, ale również bardzo oszczędne. Niedawno widziałam bardzo fajne 210-litrowe zbiorniki na deszczówkę w Biedronce, za jedyne 149zł. To dobre rozwiązanie na początek. W swoim ogrodzie mam zamontowany 1000-litrowy zbiornik z recyklingu, za który kilka lat temu zapłaciłam podobną kwotę. Zgromadzona woda starcza na dosyć długo, zwłaszcza gdy dawkuje się ją racjonalnie. Wystarczy, że do takiego zbiornika podłączysz odpowiednią pompę i już możesz podlewać swój ogród za darmo. Oczywiście, nie licząc kosztu energii elektrycznej, którą zużyje pompa.


LEVEL 3

SYSTEM NAWADNIAJĄCY PODŁĄCZONY DO SIECI

Na pewno nie zaskoczę Cię informacją, że aby skutecznie zaoszczędzić na podlewaniu trawnika, bez potrzeby ciągłego monitorowania jego stanu należy zamontować system automatycznego nawadniania. Dla przykładu system nawadniający Gardena potrafi zaoszczędzić nawet do 60% wody, którą zużyłbyś do podlewania ogrodu w tradycyjny sposób. Pamiętaj jednak, że system systemowi nierówny, podobnie jak poziom wiedzy firm, które zajmują się tym tematem. Tak dużą oszczędność zagwarantuje Ci jedynie dobrze wykonany projekt oraz właściwy montaż całej instalacji. Jeśli planujesz zatrudnić projektanta lub instalatora systemu nawadniania, nie pytaj go tylko o oferowaną przez niego cenę, ale również o ukończone kursy i szkolenia potwierdzone certyfikatami oraz o dotychczasowe realizacje potwierdzone chociażby dokumentacją fotograficzną. To pozwoli Ci na realne oszczędności w kolejnych latach, a nie tylko na starcie Twojej inwestycji w piękny trawnik.




LEVEL 4

STUDNIA CHŁONNA + SYSTEM NAWADNIAJĄCY

Najdroższym w wykonaniu, ale najskuteczniejszym w dużych ogrodach rozwiązaniem jest montaż studni chłonnej, która w połączeniu z pompą zapewni Ci większe ilości wody niż bezpośrednie gromadzenie deszczówki w zbiornikach. Do studni chłonnej z powodzeniem możesz podłączyć system nawadniający i stację pogodową. Taka kombinacja sprawia, że Twój trawnik podlewa się praktycznie za darmo i to bez Twojej ingerencji. Jest to jednak rozwiązanie, które wymaga dosyć dużych nakładów finansowych na starcie. 

Który stopień wtajemniczenia zastosujesz podczas podlewania swojego trawnika?

08.04.2016

NAWADNIANIE #2 Jak zaczęła się nasza przygoda z automatycznym nawadnianiem?

Dzisiaj trochę prywaty...
Nie wiem jak uczelniana sytuacja przedstawia się w tej chwili, ale kilka lat temu pięcioletni program nauczania architektury krajobrazu nie obejmował nauki projektowania i instalacji systemów automatycznego nawadniania. Szkolenia w tym zakresie należało odbyć na własną rękę. A ponieważ zawsze intrygował mnie temat wynurzających się z ziemi zraszaczy, postanowiłam go zgłębić najszybciej jak to się dało. Idąc tym tropem, tuż po otrzymaniu dyplomu i założeniu firmy ogrodniczej, wspólnie z mężem, pierwsze kroki skierowaliśmy właśnie na taki kurs. Wtedy była to jeszcze nowość, przynajmniej w naszym regionie. Znaczącymi firmami, oferującymi szkolenia w tym zakresie były wtedy Rain Bird, Hunter i Gardena. Po dogłębnej analizie ich ofert szkoleniowych, zdecydowaliśmy się na tę ostatnią, oferującą najlepsze i najnowsze rozwiązania technologiczne, w tamtej chwili. A że oferty szkoleniowej w tym zakresie w Zachodniopomorskiem, w owym czasie  nie było. Na kurs pojechaliśmy do Poznania.

Projekt podlewania ogrodowego


Na szkoleniu było kilkanaście firm, które z uwagą przysłuchiwały się wykładowi na temat zasad rozmieszczania zraszaczy, maksymalnego obciążenia sekcji nawadniających, spadków ciśnienia wody wynikających np. ze spadków terenu itp. itd. W części praktycznej obejrzeliśmy wszystkie elementy wchodzące w skład systemu, a następnie przeszliśmy do części projektowej, która polegała na samodzielnym zaprojektowaniu systemu nawadniającego na podstawie przykładowego projektu ogrodu. Dowiedziałam się wtedy, że nie istnieje jeden jedyny projekt systemu nawadniającego do danego terenu. Rozwiązań może być naprawdę wiele, ale problem polega na tym by wybrać rozwiązanie najlepsze, najbardziej ekonomiczne i zarazem najskuteczniejsze. Dobremu projektantowi powinno zależeć na tym, by klient rzeczywiście zaoszczędził na wodzie zużywanej do podlewania ogrodu, tak jak mu to przecież obiecujemy, a my byśmy poświęcili na wykonanie nawadniania jak najmniej czasu i zużyli jak najmniej materiału, czyż nie? Ale do rzeczy. Oddaliśmy nasz projekt jako ostatni. Nie chcę się chwalić, ale w tej małej rywalizacji między uczestnikami kursu, zwyciężyliśmy własnie my, proponując najoptymalniejsze rozwiązanie zadania. 

Projekt systemu to nie taka łatwa sprawa jak się wydaje. By go właściwie przygotować trzeba po pierwsze wykonać wszystkie niezbędne obliczenia, a po drugie mieć wyobraźnię przestrzenną. Dla przykładu jedna z grup zaprojektowała zraszacz między drzewem, a żywopłotem, bo akurat tam im pasowało narysowanie "kółka" (promienia zraszacza). No cóż, w praktyce potem owe "kwiatki" musimy po takich firmach poprawiać.

Po szkoleniu wróciliśmy do domu, pewni tego, że wynurzające się z trawnika zraszacze to jest to czym na pewno chcemy się zajmować zawodowo. Zaprojektowaliśmy i rozdaliśmy ulotki, wieść o naszej nowej ofercie puściliśmy w obieg. I się zaczęło. W pierwszym roku po szkoleniu nie mieliśmy czasu na kompleksowe zakładanie ogrodów, gdyż otrzymaliśmy tak dużo zleceń odnośnie nawadniania. Pierwsze realizacje konsultowaliśmy z przedstawicielem Gardeny, żeby mieć stuprocentową pewność, że wszystko zostało właściwie zaprojektowane. Później nie było już to konieczne. 


System nawadniający automatyczny Gardena


Po wielu skutecznie zainstalowanych automatycznych nawadnianiach mój mąż sam został jednym z 13-stu Autoryzowanych Partnerów Gardeny, doradzającym najlepsze rozwiązania z zakresu nawadniania ogrodowego zarówno zgłaszającym się do niego klientom indywidualnym, jak też innym firmom. Moim skromnym zdaniem, nie ma lepszego specjalisty w tej dziedzinie! Postanowiłam zatem skorzystać z jego wiedzy i stworzyć na Blogogrodzie mały cykl odnośnie systemów nawadniających. Mam nadzieję, że rozwieje on Wasze wątpliwości odnośnie zasad projektowania i montażu nawadniania ogrodowego. 

Póki co możesz przeczytać o tym jak za pomocą podlewania przyspieszyć wzrost roślin

Kolejna część już wkrótce :)

01.04.2016

NAWADNIANIE #1 Jak podlewać rośliny by szybciej rosły?

Drogi Ogrodniku,
nie muszę Cię pytać, czy podlewasz swój ogród, szczególnie w czasie upałów. Jeśli zależy Ci na roślinach, odpowiedź jest oczywista. Nie muszę Cię nawet pytać czy zastanawiasz się wtedy jak dużo wody zużywasz podczas podlewania, czy jest to ilość wystarczająca, a może zbyt duża? Zastanawiasz się nad tym na pewno. Przyznam Ci się że mimo, iż mój ogród jest polem doświadczalnym mojego męża w dziedzinie najnowszych rozwiązań związanych z nawadnianiem, nim zostaną one wprowadzone u klientów, również dotykają mnie takie rozterki. Mam świadomość, że dopóki ogród wymaga podlewania, zawsze można jeszcze coś usprawnić. Co tu dużo mówić temat nawadniania roślin to temat rzeka, dlatego też postanowiłam przycisnąć nieco mojego nie tylko domowego, ale i krajowego eksperta w dziedzinie nawadniania (specjalistę Gardeny w tym zakresie), by zdradzić Ci kilka sekretów jak podlewać rośliny efektywnie, ale i oszczędnie.

Jesteś ciekawy? Zapraszam zatem na mój nowy cykl o ogrodowym nawadnianiu. Gotowy? A zatem, dzisiaj podpowiem Ci jak powinieneś podlewać swoje nowo posadzone do gruntu rośliny, aby pobudzić je do szybszego wzrostu i rozwoju, niezależnie czy podlewasz swoje rośliny w tradycyjny czy automatyczny sposób.


Jak zużywać mniej wody do podlewania ogrodu?
jak podlewać rośliny by szybciej rosły?

Niezależnie od tego jak wiele lat ma Twój ogród, z pewnością zdajesz sobie sprawę z tego, że końcowy efekt bujnej, gęstej roślinności wymaga cierpliwości. O ile byliny i trawy wyglądają już całkiem dobrze w kolejnym sezonie wegetacyjnym o tyle na drzewa i krzewy w ich oczekiwanych rozmiarach trzeba trochę poczekać. Można ten proces jednak trochę przyspieszyć. Pominę tutaj temat wyboru dobrej jakości materiału szkółkarskiego, właściwej metody i terminu sadzenia roślin oraz odpowiedniego ich zabezpieczenia. Zakładam, że te zasady znasz. Poruszę jedynie kwestię tego jak powinno się po wykonaniu całego procesu, podlewać wysadzone do gruntu rośliny.

1 TYDZIEŃ
A zatem, w pierwszym kroku po posadzeniu danego drzewa lub krzewu do gruntu uformuj z wierzchniej warstwy gleby pewnego rodzaju misę, która zatrzyma wodę wokół rośliny i nie pozwoli rozlewać się jej na boki. Następnie podlej obficie każdą roślinę. Co to znaczy obficie? Zużyj nieco więcej wody, niż wynosi objętość bryły korzeniowej danej rośliny wysadzonej z doniczki. Załóżmy, że jest to drzewo lub krzew z pojemnika C5, wtedy do takiego, jednorazowego podlania zużyj jedną konewkę, tj. 5-10l wody. Podobną ilość wody stosuj co drugi dzień lub nawet codziennie w czasie dużych upałów, przez około tydzień. Proces ten ma na celu rozluźnienie zbitej bryły korzeniowej. 


Jakie są zasady prawidłowego podlewania roślin ogrodowych?
fot. blogogrod.pl

2 - 6 TYDZIEŃ
Po upływie tygodnia możesz już zmniejszyć częstotliwość podlewania Twoich roślin do nawadniania ich co 5-8 dni, jednak w takiej samej ilości tj. 5-10 litrów wody na roślinę. Oczywiście, w czasie dużych upałów podlewaj swoje sadzonki częściej, a w przypadku deszczu - rzadziej. Postępuj tak przez najbliższe 4-6 tygodni. W tym czasie nadal swoim podlewaniem będziesz rozluźniać bryłę korzeniową, ale również pobudzisz korzenie do wnikania w głąb ziemi.


Jak i kiedy nawadniać rośliny po posadzeniu?
jak podlewać rośliny by szybciej rosły?

KOLEJNE TYGODNIE
Po upływie wyznaczonego czasu możesz uznać, że system korzeniowy rośliny jest już wystarczająco dobrze przygotowany do dalszego etapu, który polega na zwiększeniu ilości podawanej wody i równoczesnym zmniejszeniu częstotliwości podlewania. W praktyce będzie to wyglądało w ten sposób, że będziesz podlewać swoje rośliny co 7-14 dni w ilości 6-12 litrów na roślinę. Wraz ze wzrostem i rozwojem roślin, a więc i upływem czasu zwiększaj ilość wody zużywanej do podlewania roślin, jednocześnie zmniejszając częstotliwość podlewania. W ten sposób zapobiegniesz niedoborom wody u młodych sadzonek, ale jednocześnie pobudzisz je do ukorzeniania się. Dzięki temu w kolejnym sezonie będziesz podlewał swoje rośliny tylko w czasie dużych upałów.

Podana przeze mnie ilość wody dotyczy przeciętnej gleby ogrodowej. W przypadku piasku lub gliny, trzeba tę ilość dostosować do panujących na danym terenie warunków glebowych.

Jeśli podobał Ci się dzisiejszy wpis, zajrzyj do mnie za tydzień po kolejną dawkę wiedzy na temat właściwego nawadniania roślin.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...